Stanisław Ignacy Witkiewicz

Just another WordPress site

Piękny szaleniec

„Lepiej jednak skończyć nawet w pięknym szaleństwie 

niż w szarej, nudnej banalności i marazmie.”

 

S. I. Witkiewicz

 

Stanisław Ignacy Witkiewicz to bezsprzecznie jedna z najbardziej wyrazistych postaci XX-wiecznej sztuki. To także legenda, którą sam Witkacy – mniej lub bardziej celowo – tworzył jeszcze za swojego życia. Dodatkowo, Witkacy to heroina z długą datą ważności do spożycia, świetnie zakonserwowany idol współczesnej popkultury, postać znana, ale nie zawsze rozumiana. Chociaż… wystarczy rzut oka na mroczne fototapety do kuchni Witkacego lub na ocierające się o absurd i nadmuchaną pompę utwory teatralne, powieści czy pisma filozoficzne, będące jednocześnie kakofonią, popisem przeciętniactwa, sztuką najwyższych lotów i kwintesencją stylu niemożliwego do podrobienia. Choćby to, ten skromny wycinek – nie powinno chyba zostawić wiele wątpliwości w kwestii braku sensu podejmowania prób jednoznacznego rozumienia Witkacego. Albo w ogóle – jakiegokolwiek rozumienia jego osoby, życia, sztuki.

 

Bo Witkacy to socjologiczna zagadka i sprzedażowy bestseller. Obiekt kultu, szalony idol i artysta, którego życie płynnie przechodziło w sztukę i… i vice versa. Jego  adwersarze powiedzą zapewne, że do osiągnięcia pełni modernistycznego, zaplanowanego obłędu i takiej też autokreacji – brakowało mu tylko teatralnego samookaleczenia w stylu Vincenta van Gogha i sportretowania siebie bez jakiegoś ważnego członka czy organu na przedzie. Cóż, ucha Witkacy sobie nie obciął, ale rekompensatą braku takiego ubytku niech będzie choćby witkacowskie uwielbienie dla zabobonów, skłonność do organizowania seansów spirytystycznych, kolekcjonowanie lasek kobiet o dziwnych nazwiskach i sporządzanie oficjalnych „list przyjaciół”, przez które przewinęła się plejada sław tamtego okresu z Iwaszkiewiczem na czele, a na które Witkiewicz wciągał (względnie – z których skreślał tak, jak wspomnianego Iwaszkiewicza) nazwiska osób w kolejności zależnej od stopnia sympatii.

 

To całe witkacowskie, artystyczne szaleństwo – podsycane suto alkoholem i innymi używkami – to jedynie tło, na którym rozgrywały się prywatne tragedie. I o ile w kontekście  licznych, autorskich absurdów czy ekscentryzmów Witkacego  – mówić można o pewnej dozie planowania czy nawet o próbie autokreacji, to przeczucie nadciągającej katastrofy, jakie towarzyszyło temu kompletnemu artyście i faktyczne dramaty, które zostawiały na jego psychice trwałe sznyty… to mógł wyreżyserować jedynie okrutny los.

 

Antywieszcz, kpiarz, tajemniczy sztukmistrz, zaawansowany filozof, malarz, pisarz, dramaturg, narkoman, kobieciarz, postać fatalna i uosobienie słownikowej definicji „legendy” w jednym. Tak wygląda artysta pełną gębą, psze Państwa! Artysta, który świadomie wybrał szaleństwo i którego życia nie da się w pełni opisać, a sztuki – nie można jednoznacznie zinterpretować. A nawet, jeśli się da – będzie to bezcelowe, bezzasadne i z założenia skazane na porażkę. Bezpieczniej jest życie i sztukę Witkacego naszkicować, co niniejszym stanie się w kolejnych aktach tego serwisu.

 

Szkice będą czasem smutne, czasem zabawne, często sprawne, jeszcze częściej koślawe, najczęściej jednak – szalone, przesycone krwią, narkotykami, absurdami, chucią, miłością i innymi toksycznymi używkami, których działanie Witkacy na sobie ochoczo testował. Będzie też obraz prosto z witkacowskiej Firmy portretowej (ale nie tylko), sporo zabobonów, garść plotek, całe wiadro wylanych pomyj i bezdenna studnia kontrowersji, aż wreszcie samobójcza afera z wędrującymi zwłokami w roli głównej – czyli wszystko to, dzięki czemu Witkacy jest dzisiaj modny, kochany, trendy, popularny i dlaczego warto go mieć na koszulce, albo w formie modnej, pokazowej, zawieszonej nad łóżkiem fototapety na wymiar.